| exsilentioblog |
::księga
gości::
2010 luty styczeń 2009 listopad wrzesień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty |
Ojciec śmiechu Najpierw slajdy. Sprzed kilku dni: Amelka pokazała na zabawkę, powiedziała do Niani "da,da" i wychyliła się mocno z fotelika próbując sięgnąć po tą zabawkę. Zrezygnowała, znów pokazała i powiedziała "da, da". Niania ze śmiechem niedowierzania powiedziała do mnie - Ona chyba mówi, żeby dać jej tą zabawkę - No, jak prosi..- powiedziałem przyglądając się temu z rozbawieniem - .. to można dać.. Pełza do tyłu z determinacją kogoś, kto już trzy razy oblał egzamin na prawko z cofania, a teraz wziął dodatkowe lekcje. Amelka dziś: rano podsunąłem jej swoją twarz, leżeliśmy oboje na dywanie, a ona badała ją z uwagą, ciągnęła za nos, naciskała powieki, przeczesywała włosy i chwytała je w garść co chwila śmiejąc się na głos. Jej oczy były i usmiechnięte i skoncentrowane. Miki dziś: Wieczorem czytałem mu jak zwykle do poduszki. Ostatni etap czytana wygląda tak, że obaj leżymy w łóżku. Dziś, kiedy tak czytałem Miki przysunąłe się bokiem do mnie, wsunął głowę tak,że policzkiem leżał na moim ramieniu i szepnął do mnie. - Ale kochasz mnie?.... Aż się zachłysnąłem. Przestałem czytać. Spojrzałem na niego. Patrzył na mnie, a w oczach miał jakąś taką troskę, czułość maźnięte cieniem uśmiechu. -Oczywiście, synku... bardzo... bardzo... - Przytulił się do mnie a ja do niego.
Dziś rano Miki podczas montażu telewizora na ścianie autentycznie pomógł mi pracy. Wziął śrubokręt krzyżakowy i rozkręcił stojak telewizora. - Pomogę ci,synku,bo to mocno przykręcone jest. - nie nie, ja sam ja sam - dobra - rzuciłem trochę poirytowany wiedząc, że pierwszych obrotów nie da rady, bo śruby były solidnie przykręcone. Odkręcił. Trzymał oburącz i aż stękał z wysiłku... Ale odkręcił. Sam.
Dziś wieczór przed kolacją puściłem obojgu trochę muzyki w winampie. Jest tam taka genialna wizualizacja.. bodaj MilkDrop... Która wykorzystując procesor graficzny kart Nvidii, szczególnie tych nowych, generuje przepyszne grafiki. Myślę, że taka estetyczna, abstrakcyjna grafika zsynchronizowana z dobrą,spokojną muzyką działa na umysły dzieci inspirująco... No, bo ich ciekawskie mózgi nieustannie szukają odpowiedzi na to, co widzą, wciąż pytają same siebie, i całe otoczenie "co to jest, u diaska?!" Zatem taka abstrakcja uczy ich mózgi zauważać to, co często jest gdzieś pod powierzchnią... Taką mam teoryjkę. Wolno mi w końcu... Tak więc siedzimy i słuchamy akurat piosenki o Arbacie Okudżawy. Amelka czarownie wgapiona w pływające kształty i barwy. A Miki chwilę słucha i pyta - A jak się nazywa ten pan? - ten co śpiewa? - Taaak - Bułat Okudżawa. Ładnie śpiewa? - Ładnie. Bardzo ładnie... I powiedział to z takim głębokim, dojrzałym zamyśleniem.
Dziś wieczór, w łazience, przed kąpielą, Miki wziął swoją szczoteczkę do zębów, swoją pastę.Odkręcił tubkę, wycisnął na szczoteczkę trochę pasty i zaczął szorować zęby. Patrzyłem na to jak urzeczony jedną ręką asekurując Amelkę na przewijaku. Miki sam mył zęby. Z własnej inicjatywy. Samodzielnie. Jak był potem w wannie poprosiłem go, żeby pokazał to mamie. Powtórzył robiąc wszystko z takim nabożnym skupieniem. Ania miała łzy w oczach. Bo to znaczy, że dorasta,że zaczyna machać skrzydełkami. Jeszcze nieporadnie, bez piór i siły, ale za chwilę, za krótką chwilę rozprostuje potężne skrzydła i zagarnie nimi pod siebie tyle powietrza, że poleci... Poleci....
Koniec slajdów. Teraz to, co w środku płonie żywym, jasnym ogniem.
Ta miłość tak jest kosztowna, tyle za nia trzeba płacić, nieustannie... Teraz strachem o to, co może się stać, niepokojem o to, co się stanie, o zagrożenia o ostry narożnik stołu, wysoki i krzywy schodek, kamień na łące, potem lękiem o jego decyzje, zaniepokojeniem z powodu milczenia, braku kontaktu na skutek wyjazdów, wypraw, wycieczek, podróży, przedsięwzięć.... Każdy centymetr tej miłości jest pokryty małymi kolcami. Ale warta jest tej ceny, ta miłość. Bo nie muszę niczego oczekiwać. Kocham po prostu. Daję z radością, zgrzytam zębami, albo wybucham śmiechem, ale to świat moich fajerwerków, huczący wodospadami emocji zupełnie obok świata dziecka, które raczkuje, pełza, kroczy niepewnie, chodzi, biega, skacze frunie i znika w gwieździstej przestrzeni rzeczywistości jak kometa wyrwana miłosnym pocałunkiem z mojego serca i lecąca dookoła czasu. Cena nie gra roli, bo jestem ojcem nowego świata, ojcem nowych baśni Andersena, nowych wierszy Brzechwy, ojcem śmiechu na dźwięk słowa "lektor" albo "korkociąg"... exsilentio 2010-02-06 00:21:56 skomentuj (1) Wypieki 3D na twarzy Byłem wczoraj z córką na Avatarze... Film powalił mnie na kolana. Fabuła, choć dość holyłudzka, to jednak miała w sobie coś przestrzennego. Zawarła się w niej i fantazy i western i film akcji, sensacja, SF, i trochę romantyczności i trochę fantastycznej podróży etnicznej... A przede wszystkim nieprawdopodobnie bogata, inna przestrzeń, soczysty ekosystem, niezwykle drobiazgowo skonstruowany świat... I to wszystko wrzucone nienachalnie, ale mocno i solidnie w trzeci wymiar. Po prostu film zrobiony przecudnie. Myślę, że jesteśmy właśnie świadkami przełomu. Nie wiem dokładnie jakiego - czy to technologicznego, czy rozrywkowego, ale Avatar to film na miarę Gwiezdnych Wojen, czy Wejścia Smoka, to film napędzający świat filmu. Nowa, lśniąca, potężna, skonstruowana z niezwykłą pieczołowitością lokomotywa. A na koniec - postacie. Fenomenalne podejście do tematu -przemyślane, z własnym językiem i zachowaniami w subtelny sposób różnymi od naszych... Po prostu czad. Oglądając ten film czułem się jakbym siedząc w tym kinie oglądał i Winetou i Przygody Tomka na Czarnym Lądzie i Raport Pelikana, Gwiezdne Wojny, Predatora, i wielką garść innych jeszcze filmów. To było przeżycie, jakiego się nie spodziewałem, a nawet jakiego nie oczekiwałem. 3D w okularkach wypadło bardzo solidnie. Jednak sądziłem, że film będzie nieustannym epatowaniem tym trickiem, że już w pierwszym kwadransie będzie mi się chciało wymiotować tym efektem i okularkami. A ja po prostu zapomniałem o tym efekcie! Zapomniałem o okularach a jedyną rzeczą dzwoniąca mi dzwoneczkiem 3D były polskie napisy, jak zawieszone w powietrzu, gdzieś między nogami aktorów.
Film cudowny i przepyszny. Już czekam na wydanie płytowe.... A w końcu pewnie skuszę się nawet na grę na konsolę.. Nie, żebym miał na nią ochotę, ale żeby dać im zarobić, żeby inni też zaczęli robić takie wielkie, bajkowo cudowne kino. Polecam. Tego filmu się nie ogląda, ten film się przezywa.
exsilentio 2010-02-04 00:15:45 skomentuj (1) Łowienie pstrągów Dzisiejszy wpis jest trochę nietypowy, bo jest właściwie odpowiedzią na komentarze do poprzedniego wpisu. Odpowiadając moje myśli zaczęły wędrować tak daleko, że odpowiedź przestała byćodpowiedzią,a zaczęła wypowiedzią. Dlatego przenoszę to tu. ... Witajcie i dziękuję za komentarze... To co piszę to jest wyrwane z samych bebechów, z samego dna studni mojej duszy. Może dlatego, choć i brzmi i wygląda tak telenowelowato, to czuć różnicę i "da się zjeść"... Jednak nie piszę z powodów szlachetnych. Ja to robię z czysto egoistycznych pobudek. Lubię potem wracać i z całego ciasteczka takiego wpisu wydłubuję rodzynki dla mnie najsmaczniejsze... Tego leżącego w łóżku Mikiego, oddechy Amelki i żony w półmroku sypialni.. Dobrze to ujęłaś, Sade, zwyczajność błogosławiona... Nasi przyjaciele wrócili z wielomiesięcznej wyprawy do Ameryki Południowej. Powiedzieli, że pod koniec najcudowniejszą rzeczą były dla nich smak pierogów, grzybowej... Zacytuję fragment ich ostatniego wpisu. "Snujac sie miesiac temu po slonecznych uliczkach Kolumbii, rozwazajac dalsza trase i mozliwosci podrozy, doszlismy do waznych dla nas wnioskow. Ze mianowicie sa w zyciu rzeczy wazne, jak podrozowanie, no i sa rzeczy wazniejsze bo niepowtarzalne, na przyklad pierwszy porod Twojej mlodszej siostry. Ze poznawanie swiata to nie tylko bieganie za krokodylami i wachanie egzotycznych kwiatow, lecz rowniez ogladanie okraglego jak kula ziemska brzucha, z malym czlowiekiem w srodku. I mamine pierogi pieczone na ognisku, i jesienne polskie drzewa. I jeszcze rogale marcinskie obsypane orzeszkami." Czasem z daleka lepiej widać. No bo przecież jak się odjedzie tak hen hen, to wtedy ta nasza zwykłość zaczyna być egzotyczna, a tamta egzotyczność - zwykła. Czyli, że tak naprawdę, choć to i miłe i ważne i pouczające takie podróże, to sens życia nie tkwi w nich a w tym, co tkwi w samym człowieku - w umiejętności odnalezienia tych wartości, które ozdabiają naszą egzystencję sensem i najgłębszymi emocjami. Ja tak to czuję, że moją egzotyką, moim zdumieniem, westchnieniem, moją radościa i snem są te chwile, o których wspominam, te i wiele innych tworzący moje życie rodzinne. Zwyczajność błogosławiona. Zwyczajność nie zwykłość. Wyobrażam sobie to tak, że wszyscy stoimi nad rwącymi strumieniami pochyleni. Co chwila zanurzamy ręce w zimnej wodzie i czasem ręce wracają wypełnione pstrągiem a czasem puste. Te pstrągi to te chwile, to te rzeczy ważne, wartości, którymi karmimy naszą duszę... Z czasem ten połów może zdać się rutyną, codziennością, zwyczajnością, normalnością, ale zawsze chwytając żywego, wiercącego sie i wyrywającego, śliskiego pstrąga czujemy dreszcz emocji, radość i cieszymy tym darem. I nagle, gdy rozumiemy wagę tego połowu, przestaje mieć pierwszorzędne znaczenie strumień, czy brzegi, czy inne walory miejsca, a najważniejsze to ile pstrągów uchwycimy, ile z nich dostrzeżemy i iloma z nich nasycimy naszą duszę. Można spytać grizzly jak to jest, w końcu testują to co roku na ławicach łososi. Tak to widzę... exsilentio 2010-01-29 16:04:52 skomentuj (2) Zwyczajny rok 2010 Jak wyobrażamy sobie szczęście? Że niby co? Brak problemów? Lewitujemy na różowej chmurce owiewani ciepłym zefirkiem a leniwe słoneczko pieszczotliwie ogrzewa naszą facjatę? Albo, że mamy kasę kasę kasę kasę? Albo co jeszcze, albo że kochamy tak że ach, i nas kochają, że ach? Takie myśli strzelają pewnie w każdej głowie jak iskry z tramwajowych pantografów na wielkich skrzyżowaniach w wyjątkowo elektryzującą noc. Jak to będzie? Co będę czuł, miał, jak żył?
I wiecie co? W sumie to chyba jest jak z tym rokiem, tym co go wreszcie mamy - z 2010. Kiedy byłem dużo młodszy niż teraz. Dużo... To byłem niemal pewien (niemal:) że w tym czasie normą będą latające deski, samochody bez kół, że mieszkania będą z plastiku a najlepszą księżycówkę będą pędzili na księżycu w slumsach pierwszej bazy kolonistów. Otwierające się z cichym "pszszsz" drzwi, srebrzyste wdzianka... A jak jest? Zwyczajnie. No zwyczajnie aż do bólu. Co prawda mamy internet, owszem mamy GPS i komórki w zegarkach, aa.. wideofony, zamaszyste budowle, problem ze śmieciami, dużo ludzi, mnóstwo aut, z tego coraz więcej takich co to niemal same prowadzą - ABS, SRS, ESP, BAS, tiptronic dwustrefowa klima, podgrzewane i chłodzone wentylowane fotele i kierownica, drzwi otwierające się elektrycznie.... Gadające komputery... monitoring, WiFi, rezonans magnetyczny, operacje wewnątrz ciąży, teleskop Hubble'a, tanie linie lotnicze. Tak, tak. To wszystko, owszem jest. Ale takie ZWYCZAJNE. I kiedy z roku na rok podwyższamy o jeden wartość w nagłówkach kalendarzy niemal podświadomieczekamy na ten błyskotliwy, kosmiczny świat z dawnej fantastyki, z marzeń i wyobrażeń. A jego nie ma. Nie ma! Ale za to jest ten zwykły, niewiele różniący się od poprzedniego, czasem gorszy, czasem lepszy, krok w tę czy we w tę. Ale żadnej bajki....
No i tak jest ze szczęściem, kiedy je sobie oglądam i smakuję końcem języka na początku tego 2010 roku. Jest takie, że stoisz człowieku i myślisz "kurna, jak to zamrozić, zatrzymać, wsadzić do przeźroczystego plastiku i mieć na zawsze!" a ono, to szczęście jest nie takie jak kiedyś człowiek go wypatrywał. Nie ma glorii, chwały, fajerwerków czy kosmicznych wdzianek:) , ale jest mnóstwo takich zwyczajnych ZWYCZAJNYCH chwil zachwytu, zdumienia, milczenia i przede wszystkim przerażenia, przerażenia, że one odpłyną tak samo jak te z zerwanym paznokciem, te z deszczówką za kołnierzem, te w pustym domu, czy te na wykopkach. Dlaczego - zapytujemy - tak jest, że one wszystkie mijają TAK SAMO?!! To trochę tak wygląda jakbyśmy wszyscy znosili do punktu skupu różne rzeczy - jeden butelki, inny węgiel, jeszcze ktoś brylanty, złoto, nerki, nici babiego lata, cokolwiek, a w kasie za każdą rzecz płacono by nam tyle samo: jedna sztuka - jeden pieniążek. W tym nieustannym umykaniu nasze szczęście staje się zwyczajnym tykaniem zegara. W te elegancko i precyzyjnie odkrojone kawałki czasu wplatamy życie, spełnienie, czekanie, nadzieje i dramaty. I dlatego przypomina mi to ten rok. Wcześniej myślisz "Jaaaa! Ale będzieee! No normalnie kosmicznie wystrzałowo i na pewno szok szok ja cieeee" A jak przychodzi, jak jest i nas mija miarowym dreptaniem jak szeregowy równo maszerujący na brzegu tasiemcowatej kolumny tysięcy podobnych, to wtedy biegamy jak kura z odrąbaną głową, żeby go zwabić, skaczemy i krzyczymy i machamy garścią polnych kwiatków, żeby choć okiem rzucił, przystanął. A on idzie, odwraca głowę, spogląda, uśmiecha się ale nie zwalnia kroku. Choćby może i chciał. I tak jest u mnie. Mikołaj jest dwulatkiem. Recytuje..... RECYTUJE!... Małpę w kąpieli lokomotywę, lenia, dwa wiatry, mówi aniele boży stróżu mój i ojcze nasz, recytuje świadomie, śpiewa kolędy, ulubiona jego piosenka to "Maszerują strzelcy", pomaga sprzątać, a przy tym i milionie innych wielkich rzeczy jest... no, dwulatkiem. Stawia się, buntuje, lawiruje, próbuje dokuczyć... Amelka jest półroczną pięknością wciąż uśmiechniętą, mówi tatatata i lalalala i dadadada i z czystej złośliwości nie mówi mamamama. Śpi i je i uśmiecha się a jak widzi Mikiego to uśmiecha się jak dwa słońca i z fascynacją nie odrywa od niego wzroku. Ania jest cudowną, wspaniałą żoną. Jest wyrozumiała, opiekuńcza, troskliwa, czuła, piękna, atrakcyjna, dojrzała, delikatna i gorąca.
Jestem szczęśliwy, ale to wszystko nie jest niebiańskie. Są chwile trudne, wymagające, są klocki ciężkie i szorstkie, są problemy wciąż na nowo rozwiązywane, bez ustanku, jak wągry, wyskakujące w tych samych miejscach. I choć strasznie mnie boli, że to wszystko przemija, że w tym łanie cudownego zboża znajdzie się chwast czy inny oset, to nigdy nie spodziewałem się, że tak wygląda szczęście, a wszystkie moje wyobrażenia były przy tym stanie jak deskorolka przy bolidzie F1. Są takie szczególne chwile, kiedy doświadczam dotknięcia tego niesamowitego uczucia i te momenty sa takie zwyczajne, takiesame, lub podobne jak te sprzed roku czy trzech. Zasypianie przy śpiącej już żonie, wtulenie się w synka i córkę, rozmowa z ciekawski, bystrym dwulatkiem, który patrzy na mnie jak egipski murarz na uśmiechniętego faraona... Wszystko inne jest nieistotne. Patenty, elektrownie. Wszystko. Dobrze że to jest, nie przeczę. Bo daje nam trochę więcej swobody, trochę bardziej czuje się człowiek kreatywny... Ale nawet otwieranie koperty z WIPO w której przesyłają nam numer naszego patentu, nawet dopinanie następnych biznesów i trajkotanie o milionach, i mnóstwo innych rzeczy fajnych, ciekawych, niezwykłych... Nawet to wszystko razem wzięte nie daje podobnego wrażenia, nie wzbudza tak wielkich emocji jak ta zwyczajna miłość rodziny, jakiejś tam rodziny, żony męża i dwójki dzieci. Bo tak chyba jest właśnie ze szczęściem i przyszłością. Jak o nich myślimy, to wydają się kosmicznie piękne, odległe i tajemnicze. Jak gwiazdy. A potem, kiedy nadchodzą, gdy są blisko, to okazuje się,że odczuwasz i wiatr słoneczny i pragnienie z upału i niepokój o przyszłość i nadmierną aktywność na powierzchni bliskiej gwiazdy. Jednak pomimo to wszystko, czym obciąża nas bliskość słońca, to niezaprzeczalnym faktem jest, że dzięki niemu żyjemy, że jest motorem naszej egzystencji, karmi nas, ogrzewa i daje nam światło. Zwyczajne, niewyjątkowe, z wieloma aspektami, które mogą niepokoić, lub drażnić. Cudowne. Zapierające dech w piersi i wymarzone. Tak jak szczęście i przyszłość. I chyba to jest najważniejsze - nauczyć się rozumieć istotę szczęścia nieidealnego a doskonałego.
A dziś mija drugi dzień jak mój syn zasypia w "dorosłym" łóżku. Pod wielką kołdrą. Cieszy się tym jak licho i łobuzuje testując bezwzględnie granice naszej wytrzymałości. Ale kiedy zasypia, taki kruchy, rumiany, uśmiechnięty, rozczochrany na tej podusze przykryty lekką jak oddech kołdrą oprawioną w Boba Budowniczego jest jak dowód na istnienie Boga. Jest aniołem, cherubinem, jest kawałkiem nieba żywego opadłym do mojego domu i beztrosko, w poczuciu absolutnego bezpieczeństwa po prostu zasypiający w moim gnieździe. Kiedy idę zgasić nocną lampkę i wyłączyć mruczące cicho radio przystaję przy nim i wpatruję siew to zjawisko aż do bólu. Potem idę do sypialni, gdzie córeczka, już pisklak ciepłym oddeszkiem wtóruje spokojnemu rytmowi oddechu żony. I wślizguję się w kołdrę ogrzaną obecnością mojej ukochanej. Takie zwyczajne szczęście.
exsilentio 2010-01-25 00:12:27 skomentuj (4) Samotny dom Taki rzadki ze mnie gość na tym blogu... Wszystko tu zakurzone, słowa oplecione pajęczyną... Ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje. Przeciwnie. Dzieje się mnóstwo. Życie się dzieje Dwójka dzieci. Wspaniałych dzieci. Żona, cudowna żona... Jakoś tak, w tym karnawale codzienności przestałem blogować. Właściwie nie przestałem tylko zatrzymałem się. Tak jakby blog był domem a życie ogrodem i teraz taka piękna pogoda, noce i dnie czarowne i malownicze, że wszyscy koczują w ogrodzie. Śniadania obiady w cieniu owocowych drzew, kolacje z ogniskiem, śpiewy, sen na trawie umaczany w ciepłym brzęczeniu pszczół i szumie liści, a dom stoi pusty, cichy, pełen cieni, fotografii na przykurzonych meblach. A teraz właśnie wszedłem przez półotwarte drzwi ogrodowe. Milcząc przechadzam się po notkach, komentarzach, dłonią przecieram kurz z blatu...
Tylko czy ktoś jeszcze tu przychodzi? exsilentio 2010-01-18 00:18:12 skomentuj (5) modlitwa na dobranoc Zauważyłem, że na wcześniejszym wpisie można się pogubić. Ano, owszem.:) Sam do końca nie wiedziałem o co biega jak to dziś czytałem choć znam kontekst:) To że byłem trochę zamroczony to po części prostuje tę gmatwaninę. Dodam do tego, że poprostu mam obecnie zadymę służbową. Zwykle w takim wypadku się bierze i się pracuje all day aż się wyrobi. Ale ja tak nie mam. Postanowiłem. Rodzina, dzieci są najważniejsze. Czerpię z nich radość i satysfakcję. Dlatego postanowiłem służbowe sprawy załatwiać do 8 godzin i szlus. potem ewentualnie przez telefon, co często bywa, ale to już inna bajka. Bo wtedy moge to załatwić to tak: - Tatusiu z kim jozmawiasz? - z panem Grzesiem, synku... ale nie wyłączaj komputera, masz, popisz literki... (bla bla bla biznesowe)... albo - Tatusiu chodź zbudujemy wieżę, wysoooooką - dobrze synku, tylko skończę to pismo i już idę (i rzeczywiście kończę... max 5 minut... i idę) Miki jest błyskotliwym i bystrym dwulatkiem. Zna literki i klawiaturę komputera a najzabawniej jej się uczy. Najpierw walił gdzie popadnie po każdym uderzeniu uwaznie przyglądając się ekranowi. Potem, jeśli coś wyskoczyło (menu, kalkulator, media player etc) zatrzymywał totalne walenie i próbował walić w okreslony, podejrzany o działanie, obszar. Potem ten obszar zawężał i wybierał klawisze. Potem już pikał klawiszem wywołującym funkcję i miał radochę. Potem przestawał i notował sobie w pamięci efekt i klawisz. Czasem później, siedąc przy Wordzie (lubi wyskakujące literki:) czasem dla przypomnienia wciska funkcyjne i odświeża pamięć. A jak się modli! Uwielbiam karmić go na dobranoc, bo przed tym (kaszka z butelki) ma modlitwę. "aniele boży stróżu mój..." Ale z jaką intonacją to mówi! Normalnie jakbyście oglądali pokaz Holoubka, Kondrata i kilku innych wielkich naszej sceny w knajpie popisujących się aktorskim wykonaniem jakiegoś standardu:) Czasem akcentuje to tak dramatycznie, że brzmi to jak konkurs recytatorski małych aktorów dramatycznych, czasem bawi się zmieniając szyk, lub wyrazy - i doprowadź mnie do.... do pieca...(i śmiech) - aniele boży stróżu mój doprowadź mnie do żywota wiecznego amen (i znów śmiech, skrót wykonany z pełną premedytacją:) - ty zawsze przy mnie stój rano wieczór we dnie w nocy i u babci... (hahaha) Nigdy jednak nie odbębnia tego bezmyślnie. Wszystko co robi robi z przemyśleniem i w jakimś świadomym celu. To jest piękne. To, jak dziecko staje się dzieckiem, jak dostrzegam potęgę umysłu i jestem świadkiem jego faktycznych narodzin. A przy tym jest czuły, delikatny, emocjonalny, dobry, uważny posłuszny i słodki. A ostatnio, w ramach przeciwwagi, z hukiem wstąpił w etap "a dlaczego..." a dlaczego idziesz do pracy... bo muszę zarobić pieniążki... a dlaczego musisz... bo bez nich nie będziemy mogli kupić chleba... a dlaczego pieniążki do chleba... bo ktoś pracował i zrobił nam chleb a za pracę musimy mu zaplacić.. a dlaczego... I tak az do bólu zeba albo wypadnięcia plomby. I wszystko szybko, celnie, bez wytchnienia. Wygląda to jak te walki na filmach kungfu. Człowiek z boku widzi tylko lawinę ciosów i bezskutecznie próbuje znaleźć znak, że scena się kończy, albo, że ktośw końcu kogoś trafi i urwie mu głowę. To męczące. MĘCZĄCE. Jak dźwięk udarowej wiertarki sąsiada w niedzielę o siódmej rano, kiedy dogorywamy po sobotniej hulance:) Amelka zaś jest słodkim śpiąco jedząco uśmiechającym się cudem natury. Gaworzy, bawi się zabwkami i rączkami, a na Mikołaja patrzy z takim uwielbieniem, że to aż zatyka. A ten ją obłapuje (moooja Amelcia.. ty dziecinko ty jedna... biedna Melcio ty moja... Och Amelcia ta nasza...) choć czasem zdarzy mu się przedobrzyć z emocji, co zawsze kontrolujemy, to jednak nie karcimy go za to tylko staramy się stopować jego emocje i wyjasnić, że takie silne przytulanie albo chwytanie nóżek może być bolesne. Czasem, rzadko, ale się zdarza, kiedy, jako że jest po prostu dzieckiem i próbuje sprawdzić, czy my tak sobie ględzimy czy nie, świadomie próbuje powtórzyć coś co spowodowało interwencję tym razem jednak patrzy na nas czujnie i obserwuje. Wtedy nasza reakcja jest bezdyskusyjnie stanowcza z ostrzezeniem, że następny taki test a idzie do pokoju. Kochając dzieci trzeba pamiętać, że nie są one do końca ludźmi myślącymi jak my, że zachowań społecznych uczą się od nas, że uczą się okazywania uczuć, kontaktowania z innymi, odkrywania świata i jego reguł. Dlatego wyjasnianiem na zasadzie przypominania czegoś: "Nie rób tego, no proszę nie rób tego ostatni raz powtarzam nie rób tego hej mówię ostatni raz słyszysz mówiłam żebyś tego nie robił no nie rób proszę no chodź tu zobaczysz kotka zostaw to no mówię ostatni raz" i tak przez pięć minut, potem jest rodzaj uniknięcia konfrontacji poprzez tulące zabranie dziecka z miejsca zakazanego, albo jak dziecko coś rozwali czy złamie eliminowanie skutków szkody z miną męczennika i wzrokiem mówiącym "no cóż, to dziecko przecież" A własnie to dziecko się nauczyło że nalezy uparcie olewać rodzica to i zabawa fajna i uwaga rodzica przykuta i zadyma w ramach bonusa... Dziecko bowiem, choć nas może kochać, to jest egoistą, manipulantem i cwanym politykiem. Oczywiście, jeśli od początku buduje mu się świat z wyraźnych klocków, gdzie zasada to zasada a ostrzezenie jest przed działaniem, wtedy i im żyje się łatwiej i nam. One mają wyraźne reguły a my skuteczne narzedzia. Ale to niełatwe jest i kosztuje wiele samozaparcia. I z tylu rzeczy, które są naprawdę zabawne nie można się śmiać, w każdym razie nie otwarcie:) One są cudowne. Moja żona jest cudowną matką. Życie jest piękne. Dziękuję Ci, Panie. exsilentio 2009-11-10 00:46:14 skomentuj (4) W pijackim widzie Po długim milczeniu... To nie takie proste, żeby jakoś to składnie uchwycić i wyrazić... Widzicie, w obecnej chwili znajduję się jako przedsiębiorca i jako rodzic i jako obywatel i cholera jeszcze wie jako w sytuacji ... no, takiej ekstremalnej, przeciążeniowej. Własnie finalizuję założenie spółki z dośc pokaźnym kapitałem (w każdym razie tak ma być, zobaczymy czy to gruszki na wierzbie czy na gruszy:), przy tej okazji wskoczyła niejako niechcący sprawa zakupu elektrowni wodnej, a do tego robimy w ramach jednej spółki jedną elektrownię i w ramach dodatkowych dodatkową, a jeszcze zepsuła się turbina w istniejącej i trzeba było zburzyć już naruszony budynek socjalny i postawić nowy, tym razem metodą szkieletową (polecam,debilnie prosta, nawet ja ją rozumiem;))) A do tego trzeba tłumaczyć i pracować nad prowadzonymi trzema wynalazkami w WIPO (to taka międzynarodowa instytucja od patentów) a złożyć trzy nowe i jeden wzór przemysłowy. Ale żeby te nowe złożyć, to trzeba było się dogrzebać do dotacji unijnych, poszkolić i teraz próbowac użyć kasy unijnej do realizacji nowych patentów... A do tego własnie niedawno odgrzebałem jakoby niechcący, że można sfinansowac też samą produkcję prototypu a nawet postawić zakład produkujący nowe urzadzenia... Pomijam trywialne kwestie związane z pracująca elektrownią, pracowników, psujące się samochody, czy wkurzających, ale niestety tolerowalnych, bo rodzinnych wspólników... Dołożyć do tego należy prowadzona sprawę karną o oszustwo jakie ktoś mi wywinął i inne tego typu pierdoły i macie mój kajecik służbowy. Teraz ten kajecik wciśnijcie w 5-7 godzin dziennie, bo więcej nie poświęcam pracy bo mam dwójkę dzieci i one, i zona, sa najwazniejsze. Dlatego to jest czas, choć wyczerpujący, to jednak ten najistotniejszy, najważniejszy. Dzieci, żona, miłość i miłość. To istota, kwintesencja życia. Miłość. To, że mój syn już jest wygadanym płynnie dwulatkiem. Wymyślił taką piosenkę pod melodię "szaba da szaba da szaba da myyyydełko faaa" i śpiewa"tak czy siak tak czy siak tak czy siaak myyyydełko faaak" albo mówił dziś w wannie do mnie otwierając entą butelkę z szamponem płynem czy pilingiem czy cholera wie co tam było "jak to pachnie tatusiu?" Powiedziałem "nie wiem, jakaś roślina albo owoc... no, prawdę powiedziawszy nie kojarzę synku" On powąchał i powiedział "no, ja też nie kojarzę" I tych jego słow, wyrażeń i dialogów jest tak dużo że już nawet nie wpisujemy tego, to nie ma sensu (znaczy ma sens tylko my nie nadążamy ale żeby to nie było że to my jesteśmy leniwi, więc wymyśliliśmy że to nie ma sensu;)) Na przykład Ania pyta "chcesz soczku kochanie?" a on "dziękuję, nie" Z nianią się bawią i Miki włączył taką betoniarkę świecącą jeżdżącą i migającą. Ta pojechała do salonu pod stół. Miki pyta nianię "gdzie pojechała betoniara?" A niania "nie wiem, może do Krakowa?" Miki robawiony i (!) z cierpliwością "nieeee, pojechała z betonem, na budowę przecież" ma dwa lata. Kocham go z każdym dniem coraz mocniej choć jakiś rok temu, kiedy zaczął się swobodnie komunikować myślałem że jestem u szczytu swojej do niego miłości. Jest i piękny i błyskotliwy i obdarza swoją siostrę i nas taką okazywaną prawdziwą i przepełnioną energią miłością, że czasem ja nie daję rady i jakaś wilgoćmi się w oku lęgnie. Ania pyta wtedy "czemu płaczesz?" Mówię "nie płaczę, kobieto, tylko po prostu nie mogę na te nasze dzieci patrzeć bez wilgoci" Bo i Amelia staje się z dnia na dzień coraz bardziej urokliwa. Śmieje się lekko i życzliwie (ma 4 miesiące) rozgląda się i przygląda, gaworzy bardzo zawzięcie i jest w ogóle piekna. Bo oczy ma piękne, uśmiech cudowny... A w ogóle to zobaczcie je na naszej klasie - szukajcie Pawła Wilka z jeleniej góry. A poznacie go po przepięknych dzieciach i cudownej żonie. Sam wygląda jak wygląda, ale przecież w facecie najważniejszy jest intelekt i poczucie humoru:)) I jeszcze jedna uwaga Bez jaj. Bycie rodzicem dwójki dzieci a bycie rodzicem jednego to jak jazda samochodem mieszkańca miejscowości z dwoma ulicami i jednym skrzyżowaniem, na domiar złego rondem, i (jako ta dwójka) rajd WRC. Nie to, żebym się i nas gloryfikował, ale czasem, pomimo całej miłości do nich i bezbrzeżnego uwielbienia wkurw nas aż przydusza, bo to wiecie, akurat jedno ma jeść drugie ma mieć spokój bo trzeba samemu zjeść ale drugi eniw e rozumie i nagle ni w cholerę nie wiadomo czemu wrzask to człowiek dochodzi czemu a wtedy, jak już rozwiązuje zagadkę drugie solidarnie marudzi marudzi marudzi marudzi marudzi a jak mówisz "czekaj synku muszę zająć się twoją siostrą" to drugi wrzask i trzeba wsadzić chęć podpalenia stodoły i zagonienia do niej wszystkich kotów w okolicy do okrężnicy a na twarz trzeba przylepić usmiech nr 123 - lekko stanowczy życzliwy nieustępliwy objaw rodzicielskiej stanowczości. A potem drugi uśmiech, potem stanowczość bez uśmiechu potem zrozumienie potem troskę i zrozumienie z odrobiną stanowczości potem uśmiech i zrozumienie potem jednak stanowczość i usmiech i na koniec zrozumienie uśmiech stanowczość powaga ostrzeżenie i zmęczenie i na koniec, niejako nota bene, uśmiech choć stanowczy. W końcu Twoje mięśnie zawiadująceustami i policzkami mają Cię w dupie i idą na piwo a Ty chcesz puścić wszystkim wesołamuzczkę i pójść dopiwnicy i walnąć tam w ciszy i spokoju ze dwanaście razy w ścianę czołem. I tak ze trzy razy jak jest zły dzień. Bo jak jest dobry to wygląda to jak tania, płytka holyłudzka produkcja. Taka co to sięma nijak do twardej rzeczywistości i jest nijaka, przesłodzona i w ogóle nieprawdziwa. I wtedy patrzysz na dzieci, na dzień na życie na żonę i pytasz sam siebie dlaczego Bóg Ci to dał? Czym zasłużyłeś na tyle miłości? Czy własną piersią zatrzymałeś rozpędzoną lokomotywę przed uderzeniem w szkolny autobus na przejeździe? Czy może powstrzymałeś mrocznych terrorystów przed wysadzeniem wycieczki szkolnej? Albo zażegnałeś 3 wojnę światową? Cokolwiek toby było zapłata jest niezwykle hojna. Dwójka to olbrzymia praca, wielotorowa, wielowątkowa, z koniecznym rozproszeniem sił, miotająca się pomiędzy ekstremalnym uniesieniem a totalnym załamaniem... Cudowna, okropna, nieprawdopodobnie piękna i prozaicznie męcząca. Jednak zawsze, to mogę spokojnie z czystym sercem powiedzieć, ZAWSZE zasypiam z miłością (choć często wykończony). Kocham ich i mam niezwkle mocne przekonanie, że nie ma nic cenniejszego i nic nie nadaje się lepiej do uznania za sens życia jak to uczucie... Dziś, trochę zalany bo przyjacel wrócił z półrocznego wałęsania się po ameryce południowej (www.brudasynawczasy.geoblog), siedzęipiszę, bo jak piję to puszczająmi hamulce, a jak te mi puszczają to największym moim probemem jest sumienie. Ono to jęczy że nie pisze bloga, że nie notuję postępów rozwoju dzieci w pamiętniku, i jęczy na wiele innych tematów. Dlatego piszę... Wybaczcie... Milczenie bo się jest szczęśliwym bezgranicznie... To milczenie można chyba wybaczyć, co? ;-)) Życie jest piękne. Pozdrawiam wszystkich co jeszcze tu zaglądają. exsilentio 2009-11-04 00:05:42 skomentuj (4) |
REKLAMA nasz patent - nowy typ silnika spalinowego filmik demonstruje rozwiązania objęte ochroną patentową naszego silnika spalinowego. Druga strona Mała Czarna Tu dużo przebywam na forum i dyskutuję. Zapraszam:) Okruchy serca Aksolotl Blog mojej córki. Krew z krwi, choć tak daleki świat.... Miłe dźwięki Kartki z kalendarza Znana ze świata za oknem kartka. Dojrzale niedojrzała, Interesująca i intrygująca. Ciekawa. Ludzka. Bastet Barbarzyńskie herezje pełne wiary, spokoju, energii. Podane z dystansem, chłodno i po prostu. Niecodzienna Ja Jest jak zielone promienie słońca w koronach leśnych drzew. Zaplątana, ciepła i dobra. Peensleep Kiedy stoisz w przestrzeni sama, wypełniasz tą przestrzeń sobą. Goldengoosie Czasem we mgle słyszymy kogoś i chcemy chwycić jego dłoń, żeby go znaleźć. Żeby siebie nie zgubić.. so-so Jest swoją własną sobą mocno. Jak brzoza albo pogoda. Senafer Mocna barwa. Ciepło, światło, cisza i śmiech. lśnienie wody i smak wina. Senafer po prostu. Slodko-gorzka Słodycz w środku, gorycz, jak zapach ziół, z zewnątrz. Mieszanka pociągająca i silnie prawdziwa. Charlotte Obrazy, barwy, dźwięki, smaki za słowami jak kurzawa za stadem pędzących mustangów.Żywo i smacznie:) Kaktus Jakbym jechał windą, drzwi się otwierają i stoje na szczycie Mont Blanc. Niezły widok. Gogenzola Za siedmioma górami i siedmioma lasami jest... cholernie daleko. Dlatego miło czytać czasem życie. Zapach Kobiety Lato pachnie dojrzałym jabłkiem, błękitem, burzą, deszczem, ciepła wodą. Lato pachnie Kobietą. Sade Poprzez nią spoglądasz na kobietę, poprzez kobietę widzisz ją. Mishqui W Jej nocy tańczą słowa, brzmią kastaniety.I słychać uśmiech. Cyntya Zielona, słoneczna, ciekawa, daleka, bliska. miloscia-pachnaca Kiedy spogląda sie poprzez Ciebie na zachód słońca, widzi się więcej niż znikającą gwiazdę. joanna-pestka Czuje się, że to Czyjś Świat - Ameryka dla Kolumba. Aż chce się odkrywać. Ścieżka W szepty słów ubrane dni, w świetle myśli śpiący świat. Mała Królewna Zdania słowa dźwięki obrazy biegają lśnią żyją oddychają. A ja stoję i głaszczę wzrokiem ten świat. masza Bardzo kobieca, bardzo prawdziwa. W jednym lśnieniu Jej oka drzemie płomień, słońce i radość. dama-pik bliskie sercu palce co piszą słowa sercu bliskie scarabee Zawsze oczekuję takiej niedzieli i wspominania i codziennych pogaduszek. Ludzkie. |